czwartek, 28 lutego 2013

Londyn part 3 - miasto widziane moimi oczami

 
                                                    
                                                     Zapraszam do mojego swiata :)


Gdyby ktos mnie zapytal, po tygodniu spedzonym w Londynie, o moje pierwsze wrazenia, odpowiedzialbym bez wahania : f**ing overcrovded :D. I nie chodzi tylko o miejsca najbardziej popularne turystycznie, poprostu wszedzie ludziow jak mrowkow. Kiedy podzielilem sie swoimi spostrzezeniami z moim hinduskim kolega Puneet'em, ten tylko usmiechnal sie i odpowiedzial: pojedz kiedys do Bombaju, tu przynajmniej probuja to jakos ogarnac ;).


                                                 W drodze do pracy przez Oxford Street



                       Czesto "silnik dwunozny" jest bardziej efektywny od silnika spalinowego ;)


Pamietam jak pierwszy raz probowalem sie dostac do metra w godzinach szczytu. Metro jezdzi wtedy srednio co 3-4 minuty z maksymalna iloscia wagonow. Kiedy przyjechal pierwszy rzut i dostrzeglem ludzi scisnietych jak sardynki plus kolejnych dobijajacych sie do puszki stwierdzilem, ze az tak mi sie nie spieszy i moge poczekac te kilka minut. I tak przepuscilem kolejny sklad i kolejny az w koncu zorientowalem sie, ze nie ma innej opcji tylko trza sie wcisnac.



                            Zapas powietrza w katakumbach ograniczony, a konkurencja nie spi ;)



                Potrzeba troche czasu zeby sie przyzwyczaic do lewostronnego ruchu jazdy ;)

Poruszanie sie po miescie nie przysparza wiekszych problemow. Ulice sa dobrze oznakowane, w wielu miejscach zamieszczone sa mapy, zarowno na stacjach metra, stacjach kolejowych jak i na przystankach autobusowych, umieszczone sa elektroniczne tablice z aktualnym rozkladem jazdy. Pomocne okazuja sie takze napisy umieszczone na przejsciach dla pieszych " look left" , "look right" :D. Choc na poczatku i tak na wszelki wypadek kreci sie glowa we wszystkie strony co by nas tylko cos nie rozjechalo ;)

Czesto podrozujac metrem mimochodem obserwowalem innych podroznych i w pewnym momencie dostrzeglem w jaki sposob mozna odroznic turystow od lokalsow. Otoz nieodlacznym elementem kazdego "szanujacego" sie londynczyka jest gazeta ;). Powoli wypierana przez wspolczesne e-book reader'y , co nie zmienia jednak faktu, ze zawsze cos czytaja. Poza tym wielu z nich wyglada na przemeczonych i czesto probuja wykorzystac kazda nadarzajaca sie okazje do krotkiej drzemki i podladowania swoich akumulatorow.

                                                      
                                                       Dobra kimka nie jest zla ;)

Swietna alternatywa na poruszanie sie po miescie ( ale raczej na krotszych dystansach) sa miejskie rowery. Punktow dostepu jest sporo, zwlaszcza w centrum, a koszt ich uzytkowania jest stosunkowo niewielki. Placi sie oplate za dostep do roweru ( np 2 funty za 24 h) i oplate za uzytkowanie ( np do 30 min. jest bezplatne, 1 funt za godzine) tutaj sa szczegolowe informacje http://www.tfl.gov.uk/roadusers/cycling/14811.aspx



Londyn mozna okreslic mianem kosmopolitycznej metropolii. Tworzy niesamowita mieszanke kulturowa i jest prawdziwym rajem dla wszelkiego rodzaju subkultur i "freakow".W Londynie nawet gdyby czlowiek wyszedl na ulice w pizamie i gaciach na glowie i tak nie wzbudzilby zadnej sensacji ;). Warto tez zwrocic uwage na fakt, ze Londyn z roku na rok przestaje byc "brytyjskim" miastem. Jakis czas temu przeczytalem artykul, w ktorym napisano, ze po raz pierwszy w historii, liczba rdzennych brytyjczykow zamieszkujacych aglomeracje, jest mniejsza w stosunku do pozostalych grup etnicznych. Wplyw na taki stan rzeczy ma nie tylko naplyw imigrantow, ale rowniez duzy odsetek brytyjczykow, ktorzy decyduja sie opuscic miasto ( ponad 700 tys osob w przeciagu ostatnich 10 lat, co stanowi prawie 10% populacji miasta).


                                                                  China Town


Londyn jest trzecim najwiekszym miastem w Europie ( tuz po Moskiwe i Stambule), zamieszkuje go ponad 8 mln ludzi, dlatego zajmuje tez jedno z czolowych miejsc jesli chodzi o natezenie halasu i zanieczyszenie. Jednak nalezy podkreslic, ze na terenie miasta jest wiele pieknie zagospodarowanych parkow, w ktorych mozna spotkac labedzie,kaczki,  na wpol oswojone wiewiorki czy nawet jelenie. Zielone pluca rozlokowane sa w najbardziej newralgicznych miejscach i stanowia dla zapracowanych londynczykow, doskonala odskocznie od codziennych problemow. Parki pelnia nie tylko funkcje wizualna, ale takze uzytkowa. Na doskonale przystrzyzonej angielskiej trawie mozna urzadzic sobie piknik, pograc w pilke, wylegiwac sie na skladanych fotelach, bez zadnych obaw, ze zaraz zacznie nas przeganiac straz miejska.


                                                     St. James Park, w tle London Eye.



                                        Ania  probujaca uwiecznic na zdjeciu wiewiorke :)



                                                              Piknik z Dominikiem


                                                         relaks w wydaniu londynskim

 
Jednym z moich ulubionych miejsc bylo Primrose Hill, wzgorze polozone w polnocnej czesci Londynu ( a dokladniej w polnocnej czesci Regent's Park), z ktorego rozposcierala sie piekna panorama na centrum Londynu. Zwykle z napojem wyskokowym w dloni i muzyka w uszach, wylegiwalem sie na trawiastym zboczu. Na zawsze zapamietam ostatni dzien mojego pobytu w Londynie, kiedy przyszedlem na wzgorze pozegnac sie z miastem. W pewnym momencie usiadl na lawce starszy mezczyzna ( troche zapuszczony i lekko podpity) i zaczal cos grac na gitarze i harmonijce. Przysiadlem sie do niego i zapytalem coz to za piosenki tu wygrywa. Okazalo sie, ze byly to szkockie,ludowe utwory. Poczulem gesia skorke na calym ciele...dzien przed wyjazdem do Glasgow, w chwili kiedy zegnam sie z Londynem, zjawia sie czlowiek znikad i gra szkockie ballady!!. Czy moglem sobie wymarzyc lepszy podklad muzyczny na rozpoczecie kolejnego rozdzialu mojej podrozy? :)


                                     nocna panorama Londynu ze wzgorza Primrose Hill

Podczas mojego 4-miesiecznego pobytu w Londynie wiekszosc czasu spedzilem w pracy ( lub na dojazdach :D). Smialem sie, ze Londyn bardzo dobrze poznalem spod ziemi ;) Oczywiscie czesc z glownych atrakcji zaliczylem, ale nie udalo mi sie niestety odkryc miasta na tyle ile bym chcial, a jest tu naprawde wiele ukrytych skarbow. Na potwierdzenie moich slow wspomne tu o pewnym blogu, ktorego autor codziennie (!) przez dwa lata opisywal rozne wydarzenia, miejsca, knajpy, ktore mozna znalezc w Londynie. Jezeli ktos bylby zainteresowany ta strona to obok zamieszczam linka: http://www.tiredoflondontiredoflife.com/. Mysle, ze zaden przewodnik nie zastapi takiej kopalni wiedzy o miescie. Jezeli komus bylo by malo to w ramach uzupelnienia polecam rowniez: http://www.secret-london.co.uk/Welcome.html.

Na koniec, krotki przeglad zdjec z Londynu :).