Minelo juz ponad pol roku odkad przybylem do UK i w koncu wzialem sie za pisanie bloga ( mozna to uznac za jedno z postanowien noworocznych :D). Pare dni temu przegladajac zdjecia z tutejszego pobytu zdalem sobie sprawe, ze gdyby nie one to o paru wydarzeniach juz bym zapomnial (ze nie wspomne o jakis wlasnych przemysleniach, emocjach itp.) dlatego czas najwyzszy zaczac rejestrowac moja przygode zycia :).
Pierwotny plan zakladal, ze do Anglii przyjezdzam odlozyc troche kasy na dalsza podroz do Nowej Zelandii (udalo mi sie wczesniej uzyskac roczna wize, ktora nota bene traci waznosc na poczatku marca). Jednak moja nieprzewidywalna natura wziela gore i w trakcie pobytu zmienilem swoje plany, ale o tym przy okazji.
Moim pierwszym przystankiem byl Londyn. Wyszedlem z zalozenia, ze w tak duzym miescie, do tego przed olimpiada, bedzie najlatwiej o prace. Faktycznie po tygodniu mialem juz kilka ofert. Pod wzgledem finansowym wszystkie prezentowaly sie podobnie (oczywiscie minimal wage), ale zdecydowalem sie na stanowisko barmana w hinduskiej restauracji " Bombay Palace".(http://www.bombay-palace.co.uk/index.php.) Dostalem od nich propozycje przygotowania baru od podstaw, stworzenia karty drinkow, takze bylo to ciekawe wyzwanie do podjecia. Oczywiscie dzieki darmowym posilkom mialem tez mozliwosc poszerzenia swoich horyzontow kulinarnych :). Pracujac 6 dni w tygodniu po 8-9 godzin szybko uswiadomilem sobie, ze nie bede mial zbyt wiele czasu na penetrowanie miasta. No, ale nie to bylo moim celem przyjazdu. Wbrew wczesniejszym opiniom i krazacym stereotypom poznalem w pracy sympatycznych hindusow.( Z niektorymi z nich caly czas utrzymuje kontakt.). Jedyne co mnie strasznie irytowalo to ich system pracy, a raczej jego brak ;). Nie naleze do jakis malkontentow, podejmujac sie roznych prac w czasie studiow nauczylem sie szacunku do kazdej wykonywanej pracy, ale sytuacje w ktorych jeden manager karze mi cos zrobic, a po po kwadransie inny manager karze mi wszystko zostawic i zaczac robic cos innego, sprawialy ze sie we mnie gotowalo. No, ale w zasadzie nie ma sie co dziwic skoro na zmianie bylo zwykle 3 managerow, jeden asystent aaa i starszy kelner, ktoremu tez sie wydawalo, ze jest managerem :D Zawlaszczanie przez wlasciciela napiwkow z tytulu "service charge" rowniez nie bylo fair ( ten proceder jest nagminnie stosoowany w wielu knajpach, nie tylko hinduskich), ale najwazniejsze ze co tydzien, regularnie dostawalem ciezko zarobione funciaki :).Zdawalem sobie doskonale sprawe z tego, ze wiele osob pracuje w znacznie gorszych warunkach i za mniejsze pieniadze.
wspolnie z managerem (Jude Thomas) gotowi na nadchodzaca "tabake" :D
prawdziwy "teamwork" na zakonczenie dnia ( od lewej Mr Palinka, Jude, Puneet, Ali)
Puneet i Laslo - dwie skrajnosci, ale obaj porzadne chlopy ;)
Po za hindusami w restauracji pracowaly tez osoby z Wegier, Rumuni, Litwy, czyli wschodnio-europejski zaciag ;). Nie bylo zadnych podzialow i czesto po pracy smigalismy razem "na jednego". Prym wiodl przede wszystkim Laslo (aka Mr Palinka), ktory zawsze po pracy mial przygotowane kilka piwek i Jude (musial ukrywac ten fakt przed reszta managerow, co by nie bylo ze sie z nami za bardzo spoufala), z ktorym czasem szedlem do whiskey baru ( mieli w asortymencie ponad 300 rodzajow whiskey!!) odkrywac nowe smaki tych zacnych trunkow. I tutaj taka mala dygresja. Wydawaloby sie ze Londyn- ogromne miasto- daje wiele mozliwosci na sponiewieranie sie po pracy. Okazuje sie jednak, ze wiekszosc pubow jest zamykana o 00.30 lub tuz przed 1.00 ( jest to zwiazane ze znacznie drozszymi koncesjami na sprzedaz alkoholu w godzinach nocnych), w sklepach (oficjalnie) rowniez juz nie sprzedaja alkoholu. Dlatego czesto jedynym wyjsciem na dluzsze rozmowy przy piwku bylo albo pojscie do kasyna, albo do pobliskiego Hyde Parku.
nocne ploty w Hyde Parku
fajrant!!! :D
moj pierwszy jager bomb (mega popularny zestaw w londynskich pubach - Jagermeister z Red Bullem) na odreagowanie po pracy ;)
Transport publiczny rowniez nie sprzyja nocnym eskapadom. Ostatnie linie metra koncza swe uslugi rowniez w okolicach 00.30, a podroz nocnymi autobusami znacznie sie wydluza ( w moim przypadku dojazd metrem do pracy zajmowal mi ok 25 min. natomiast powrot nocnym autobusem to juz lekko ponad godzine.). Oczywiscie w obwodzie zostawaly jeszcze taksowki, ale nigdy nawet sie nie odwazylem zapytac o cene ;).
W "Bombay Palace" spedzilem cztery miesiace. Mimo kilku mankamentow, o ktorych wspomnialem wczesniej, poznalem tam swietnych ludzi a to przeciez ludzie tak naprawde tworza atmosfere w pracy. Postawione przede mna zadania potraktowalem bardzo powaznie i dzieki temu poszerzylem rowniez swoja wiedze na temat koktajli, likierow, czy sposobow ozdabiania drinkow. Zawsze bede to miejsce wspominac z sentymentem i jak tylko bede mial okazje odwiedzic Londyn na pewno wpadne i wytarmosze wszystkich po kolei :)
Blog ten powstal przede wszystkim z mysla o ... mnie ;). Ma on stanowic zapis moich osobistych refleksji i relacji z podrozy. Wirtualny pamietnik, w ktorym bede rejestrowac radosci i troski zycia codziennego w roznych zakatkach swiata. Ma on rowniez przypominac mi, ze warto zyc wlasnymi marzeniami. Na tej stronie postaram sie takze zamiescic przydatne informacje z miejsc, ktore juz odwiedzilem i byc moze w ten sposob ulatwie komus realizacje wlasnych planow podrozniczych.

Nieładnie linka nie dawać, ale jak widzisz nie ma w necie takiej rzeczy, której bym nie wyryła ...Kwiatuszek
OdpowiedzUsuńHehe Kwiatuszku jak widzisz dopiero zaczalem, takze nie rozpowszechnialem jeszcze mojego bloga ;)Musze przyznac,ze jestem pod wrazeniem Twoich umiejetnosci hakerskich :D
OdpowiedzUsuń